3 najdziwniejsze wynalazki — kto to w ogóle wymyślił?
Budzik, który zrzucał coś na twarz śpiącego, parasolka dla papierosa i maska przeciwgazowa dla niemowląt.
Historia wynalazków to nie tylko żarówka i telefon. To także pomysły, które rozwiązywały prawdziwe problemy — w sposób, który dziś wywołuje głównie pytanie: serio?
Miejsce trzecie
#3: Budzik, który spadał na twarz

W 1882 roku Samuel S. Applegate z Camden w stanie New Jersey opatentował w USA „urządzenie do budzenia osób ze snu”. Wyszedł z założenia, że zwykłe dzwonki przestają działać, bo człowiek się do nich przyzwyczaja.
Jego pomysł: nad głową śpiącego wisi lekka rama, z której zwisają sznurki z kawałkami korka. O ustalonej godzinie mechanizm połączony z zegarem zwalnia linkę — i cała konstrukcja opada na twarz. Ogranicznik miał sprawić, że rama nie spadnie zbyt nisko, ale przyjemne to na pewno nie było.
Wynalazek nie odniósł sukcesu komercyjnego. Za to do dziś regularnie trafia na listy najdziwniejszych patentów w historii.
Zostały jeszcze dwa.Dalej #2
Miejsce drugie
#2: Parasolka dla papierosa
W pierwszej połowie XX wieku palenie było wszędzie: w domach, biurach, pociągach i na ulicy — w deszczu też. Problem? Mokry papieros gaśnie.
Odpowiedzią był malutki parasol, który mocowało się na papierosie tuż nad żarzącą się końcówką. Osłaniał ogień przed kroplami, a jednocześnie pozwalał ulatywać dymowi. Taki gadżet pokazywano m.in. w amerykańskich czasopismach dla majsterkowiczów z lat 30.
Trzeba uczciwie przyznać: nie wiadomo dokładnie, kto go wymyślił, ani ile osób rzeczywiście z niego korzystało. To raczej ciekawostka z epoki, w której na papierosa znajdowano rozwiązanie na każdą okazję, niż przebój sprzedaży.
I wreszcie — numer jeden.Dalej #1
Numer jeden
#1: Maska przeciwgazowa dla niemowląt

W 1938 roku, w obawie przed wojną, brytyjski rząd rozdał maski przeciwgazowe całemu społeczeństwu — także najmłodszym. Dla dzieci do około dwóch lat zaprojektowano coś, co wyglądało jak hełm nurka.
Niemowlę wkładano do środka tak, by główka znalazła się pod metalowym hełmem z okienkiem, a resztę ciała otulała gumowana tkanina. Do maski dołączony był harmonijkowy miech: rodzic albo opiekun musiał go cały czas ręcznie pompować, żeby przez filtr dostarczać dziecku powietrze.
Rodzice nie ufali tym urządzeniom, a podczas ćwiczeń pojawiały się obawy, czy maski dostarczają dość powietrza. Na szczęście nigdy nie trzeba było ich użyć — w czasie II wojny światowej Niemcy nie zaatakowali gazem brytyjskich miast.
Każdy z tych wynalazków odpowiadał na prawdziwy problem. Po prostu… w sposób, którego nikt dziś by nie wybrał.
Koniec odliczania
To była historia #006



