3 miejsca, w których czas wygląda jak błąd
Las na Antarktydzie, zielona Sahara pełna jezior i hipopotamów oraz kamienie, które same wędrują po pustyni.

Lasy na lodowym kontynencie, hipopotamy na pustyni i kamienie, które poruszają się bez ludzi. Wszystko to brzmi jak błąd — a ma bardzo konkretne, naukowe wyjaśnienia.
Miejsce trzecie
#3: Drzewa na Antarktydzie

Dziś Antarktyda to lód, wiatr i prawie żadnych roślin. A jednak na zboczach Gór Transantarktycznych geolodzy znaleźli skamieniałe pnie drzew — pozostałości lasu sprzed około 260 milionów lat.
Rosły tu głównie wymarłe drzewa z rodzaju Glossopteris, a obok nich paprocie i mchy. Antarktyda była wtedy częścią superkontynentu Gondwany i miała cieplejszy, wilgotniejszy klimat. Leżała jednak w pobliżu bieguna — te lasy musiały więc znosić miesiące ciemności zimą i nieustanne światło latem.
Koniec przyszedł gwałtownie: około 252 milionów lat temu nastąpiło największe masowe wymieranie w historii Ziemi. Zniknęły wtedy także polarne lasy — a naukowcy wciąż badają, jak drzewom udawało się przetrwać w tak skrajnych warunkach.
- RozwinięcieNa Antarktydzie rósł kiedyś las →
Zostały jeszcze dwa.Dalej #2
Miejsce drugie
#2: Zielona Sahara

Jeszcze kilka tysięcy lat temu Sahara nie była pustynią. W tak zwanym afrykańskim okresie wilgotnym, mniej więcej od 14 do 5 tysięcy lat temu, rozciągała się tu sawanna z trawami i drzewami, a po krajobrazie wędrowały słonie, żyrafy, hipopotamy i krokodyle.
Jezioro Czad urosło wtedy do ogromnych rozmiarów — tak zwane Megajezioro Czad miało około 1000 na 600 kilometrów. Ludzie zostawili po sobie malowidła naskalne, m.in. w górach Tassili n'Ajjer i słynnej Jaskini Pływaków, gdzie na skałach w środku pustyni widać postacie, które wyglądają, jakby pływały.
Przyczyną były powolne zmiany w ruchu Ziemi wokół Słońca. Lato na półkuli północnej było nieco cieplejsze, a monsun przynosił deszcze daleko w głąb Afryki. Gdy ten układ się zmienił, Sahara wyschła.
I wreszcie — numer jeden.Dalej #1
Numer jeden
#1: Kamienie, które same wędrują

Na wyschniętym jeziorze Racetrack Playa w Dolinie Śmierci w Kalifornii leżą kamienie, a za nimi ciągną się długie ślady — jakby ktoś je przeciągał. Niektóre ważą nawet około 300 kilogramów. Nikt jednak nigdy nie widział, żeby się poruszały.
Przez dziesiątki lat powstawały teorie: silne wiatry, pola magnetyczne, a nawet żarty ludzi. Zagadkę rozwiązali dopiero naukowcy, którzy wyposażyli kamienie w odbiorniki GPS i ustawili kamery. W grudniu 2013 roku po raz pierwszy nagrali je w ruchu.
Wyjaśnienie okazało się zaskakująco proste. Zimą na dnie jeziora zbiera się płytka woda, która w nocy zamarza w cienką warstwę lodu. Gdy rano lód pęka na wielkie tafle, lekki wiatr pcha je powoli po wodzie — a one popychają kamienie, kilka metrów na minutę.
Ziemia zmienia się wolniej, niż jesteśmy w stanie zauważyć. Dlatego niektóre miejsca wyglądają jak błąd w systemie — a są po prostu zapisem bardzo długiej historii.
Koniec odliczania
To była historia #005


