Wszystkie ciekawostki

Wędrujące kamienie z Doliny Śmierci: zagadka rozwiązana

2 min czytania

Na dnie wyschniętego jeziora Racetrack Playa w Dolinie Śmierci w Kalifornii leżą kamienie, a za nimi ciągną się długie ślady — proste, zakręcające, czasem zygzakowate. Niektóre kamienie ważą ponad 300 kilogramów. Przez dziesiątki lat nikt nie widział, żeby się poruszały.

Zagadka na pustyni

Zjawisko dokumentowano od 1948 roku. W latach 70. geolodzy Robert Sharp i Dwight Carey oznaczali kamienie i śledzili ich ślady, a w latach 90. Paula Messina mapowała je przy pomocy GPS. Wiadomo było, że kamienie się przemieszczają, ale nie jak. Teorii było mnóstwo: huraganowe wiatry, śliska glina, pola magnetyczne, a nawet żarty ludzi.

Kamienie z GPS

Zagadkę rozwiązał zespół z Richardem i Jamesem Norrisami na czele. Naukowcy umieścili na playi 15 kamieni z odbiornikami GPS, które co godzinę zapisywały położenie, a po wykryciu ruchu — co sekundę. Ustawili też kamery poklatkowe. W grudniu 2013 roku po raz pierwszy zarejestrowali kamienie w ruchu. Wyniki opublikowali w 2014 roku w czasopiśmie PLOS ONE.

Lodowy spychacz

Wyjaśnienie okazało się zaskakująco subtelne. Zimą na dnie jeziora zbiera się płytka woda, która nocą zamarza w cienką warstwę lodu — grubą na zaledwie kilka milimetrów. W słoneczny dzień lód pęka na wielkie, pływające tafle. Wystarczy lekki wiatr, około 3–5 metrów na sekundę, by tafle zaczęły się przesuwać i pchać przed sobą kamienie z prędkością do około 5 metrów na minutę.

Ruch jest bardzo rzadki — warunki muszą zgrać się idealnie. Dlatego między kolejnymi „wędrówkami” mogą mijać lata, a nawet dekady.

Newsletter · w każdy piątek

3 ciekawostki, po których powiesz „CO?!” — prosto na maila.

Wypisujesz się jednym kliknięciem. Szczegóły w polityce prywatności.