Mary Celeste: statek, z którego zniknęli tylko ludzie
4 grudnia 1872 roku na Atlantyku, mniej więcej w połowie drogi między Azorami a wybrzeżem Portugalii, załoga kanadyjskiej brygantyny Dei Gratia zauważyła statek płynący pod częściowo postawionymi żaglami. Nikt nie stał za sterem. Na pokładzie Mary Celeste nie było żywej duszy.
Kto płynął na pokładzie
Statek wypłynął z Nowego Jorku do Genui 7 listopada 1872 roku. Na pokładzie było dziesięć osób: kapitan Benjamin Briggs, jego żona Sarah, ich dwuletnia córeczka Sophia i siedmiu członków załogi. Nikogo z nich nigdy nie odnaleziono.
Co zostało, a czego brakowało
Ładunek — 1701 beczek alkoholu — był niemal nienaruszony. Na pokładzie zostały zapasy jedzenia i wody oraz rzeczy osobiste. Brakowało jednak szalupy, sekstantu, chronometru i dokumentów statku. W ładowni stało około metra wody, jedna z pomp była rozebrana, a na pokładzie leżała sonda do mierzenia wody w zęzie. Ostatni wpis w dzienniku pochodził z 25 listopada.
Te szczegóły podsuwają najczęściej przywoływaną hipotezę: kapitan mógł uznać, że statek nabiera wody i grozi mu zatonięcie — albo obawiał się oparów alkoholu — i kazał wszystkim przesiąść się do szalupy. Ta mogła potem zaginąć na otwartym morzu. Po dotarciu do Genui okazało się, że dziewięć beczek było pustych.
Śledztwo w Gibraltarze
Załogę Dei Gratii, która przyprowadziła Mary Celeste do Gibraltaru, potraktowano podejrzliwie. Prokurator Frederick Solly-Flood sugerował nawet zbrodnię w pijackim szale. Dowodów nie było, ale przyznana nagroda za uratowanie statku okazała się znacznie niższa, niż oczekiwano.
Dalsze losy statku
Mary Celeste — zbudowana w 1861 roku w Nowej Szkocji jako Amazon — pływała jeszcze kilkanaście lat. Jej koniec był równie niezwykły: w 1885 roku kapitan Gilman Parker celowo rozbił ją na rafie u wybrzeży Haiti, próbując wyłudzić odszkodowanie.